Zgodnie z wcześniejszymi obietnicami złożonymi na profilu facebookowym transshop.eu prezentujemy szerszą relację z niemieckiego zlotu samochodów ciężarowych Rüssel Truck Show 2019, na którym mieliśmy okazję gościć.
Impreza, której jednym z celów była zbiórka pieniędzy na leczenie dzieci chorujących na raka,
odbyła się w dniach 26-28 kwietnia na Autohofie Lohfeldener Rüssel, zlokalizowanym przy węźle Kassel-Mitte – autostrada nr 7.

Sam wybór terenu zlotu wydaje się jak najbardziej trafiony – bezpośrednie sąsiedztwo autostrady gwarantowało w miarę sprawny (jak na niemieckie warunki) dojazd do celu. Na miejscu znajduje się duży kompleks – stacja paliw wraz z tradycyjną restauracją, fast foodowym MC Donaldsem, jak również z kilkustanowiskową myjnią dla samochodów ciężarowych, która przeżywała oblężenie. Trudno się dziwić, skoro uczestnicy zlotu mieli możliwość umycia samochodu u celu swej podróży. Na odwiedzających czekały liczne atrakcje. Poza samymi pięknymi ciężarówkami można było zakupić chociażby ich mniejsze odpowiedniki na stoiskach modelarskich. Była również loteria jak i liczne konkursy, a dla głodomorów znalazły się punkty gastronomiczne z tradycyjnymi wyrobami domowymi.

Tyle tytułem wstępu, czas przejść do rzeczy, która nas najbardziej interesuje, czyli samochodów, a tych było około 300, chociaż ciężko je wszystkie wymienić i zliczyć, bo ciągle ktoś dojeżdżał. Lwią część uczestników stanowili przedstawiciele niemieckich firm transportowych, niemniej była grupa truckerów z Czech, kilka samochodów ze Szwecji oraz Austriacy. Głównie prezentowano ciągniki siodłowe, ale można było spotkać również całe zestawy z naczepami jak i pojazdy specjalne np. do przewozu drewna (lokalni przewoźnicy). Ciężko było spotkać natomiast klasyka, te można było policzyć praktycznie na palcach dwóch dłoni – Iveco TurboStar, Volvo FH pierwszej generacji, MAN F2000 czy kilka pojazdów Scania czwartej serii. Większość z uczestników prezentowała względnie nowe samochody, które ku naszemu zaskoczeniu były w większości zmodyfikowane na wysokim poziomie.

W tym miejscu należy się nieco więcej uwagi dla samych ciężarówek, które prezentują zupełnie odmienną wizję, niż te, które znamy z polskich dróg. Można zauważyć tak zwane „poplątanie” stylów, które w niektórych przypadkach miało całkiem ciekawy efekt, choć czasami zupełnie odwrotny. Przeróbki nie ograniczały się tylko do popularnego ostatnio u nas tuningu w stylu holenderskim, ale często były to również modyfikacje związane z montażem akcesoriów ze stali nierdzewnej. Królowały wszelakie drobne dodatki chromowe – nakładki na klamki (zarówno na same rączki jak i obwódki), listwy, ramki, łezki (nerki) na wloty powietrza w Scaniach, czy finalnie bardzo popularne podszybia, w teorii chroniące przed uderzeniem kamieni. W wielu przypadkach osiągnięto tym bardzo zadowalający efekt – pod warunkiem, że akcesoria te zostały użyte „z umiarem”.

Nie tylko „chromy” odróżniają pojazdy niemieckie od naszych, ale też oświetlenie. Widać tu wyraźnie wzrastający trend zastosowania oświetlenia ledowego, ale w klasycznym układzie, czyli ledowe uszy pod lusterka, obrysówki „duńskie” w stopniach (tak zwane fajki), czy też trzy krótkie pomarańczowe obrysy na krótkim ramieniu umieszczone pod przednią rejestracją. Natomiast jeżeli chodzi o lampy obrysowe w atrapę, czyli najczęściej bardzo popularne double burnery, to te często zastępowane były lampami ledowymi dużo mniejszych rozmiarów. Mimo wszystko nie brakowało również pojazdów zachowanych w 100% w klasycznym stylu holenderskim.
Poza samymi ciężarówkami atrakcje stanowiły liczne stoiska potentatów branżowych takich jak Michelin, czy Mercedes Benz, który udostępnił swój nowy model Actrosa bez lusterek (wkrótce mała relacja).

Cała impreza została zorganizowana w zupełnie inny sposób niż te, które obecnie odbywają się na terenie Polski. Poza dogodną lokalizacją, miłym zaskoczeniem dla odwiedzających był darmowy wstęp oraz parking dla samochodów osobowych… który może nie był zbyt duży, ale można było odnaleźć miejsce wokół. Warto wspomnieć o kulturze zachowania gości jak i uczestników – totalny spokój. Nie zauważyliśmy jakichkolwiek nieprzyjemnych incydentów. W porze dnia nikt nie trąbił, totalna cisza, można było rozmawiać normalnym głosem, bez wrzasków i krzyków – coś co w Polsce jest nie do pomyślenia , a jednak da się. W sobotę rano nikt też nie leżał pod ciężarówką otłumaniony złotym trunkiem – a jednak, też da się.